Jabłoń domowa (Malus domestica)

 

            Tradycyjny przydomowy sady to dziś bardzo rzadki widok na polskiej wsi. Rosnące jeszcze nie tak dawno, jabłonie, grusze i śliwy zastąpiły ozdobne iglaki, a jeśli nawet obok domu rosną jakieś drzewa owocowe, to nie są to już dawne wysokopienne odmiany, lecz nowe, niskopienne, a nawet karłowate. Sadownicy także zrezygnowali z tradycyjnych wysokopiennych drzew owocowych. Drzewa niskopienne owocują co roku, owoce – ładne, o intensywnym kolorze – łatwo się zrywa, nie szkodzi im transport, jednym słowem, przynoszą znacznie większy zysk. Jednak te owoce nie mają takiego aromatu i smaku jak papierówki, kosztele, malinówki czy renety.

Miejsce w którym tworzymy nasz ogród leśny, jest miejscem gdzie na początku XX wieku założono dworski sad owocowy. Z przekazów ustnych wiadomo, że rosły tu głównie jabłonie, włoskie orzechy i morwy. Oprócz drzew zasadzono także wiele owocowych krzewów w tym min. derenie.

Ponad 100 lat, które upłynęły od chwili założenia sadu, wielokrotnie zmieniali się użytkownicy tego miejsca, którzy z upływem czasu wycinali kolejne drzewa, nie sadząc nowych. Po krzewach owocowych nie został nawet ślad, zachowały się natomiast relikty dziew owocowych w postaci 8 jabłoni, 4 morw i kilku młodych, samosiejek śliw.

Nasze jabłonie to:

- „Kosztela” (Wierzbówka zimowa,  Kosztylka)

Polska odmiana pochodząca prawdopodobnie z XVII w.

Owoce średniej wielkości, kuliste. Skórka twarda, słomkowożółta, z białymi punkcikami. Miąższ biały z odcieniem zielonkawym, kruchy, wybitnie słodki, soczysty, bez aromatu, twardy. Dojrzałość zbiorczą owoce osiągają w połowie września i mają skłonność do masowego opadania. Do konsumpcji nadają się w październiku.

Jest to typowa odmiana deserowa, nieprzydatna na przetwory, ze względu na małą zawartość kwasów organicznych.

Drzewo o silnym wzroście, tworzące gęstą, kulistą koronę (średnica do 15 m) o cienkich i sztywnych gałązkach. W owocowanie wchodzi dość późno. Obficie plonuje co drugi rok.

Odmiana mrozoodporna i mało podatna na choroby (mało wrażliwa na parcha, odporna na mączniaka).

W porównaniu do innych jabłoni jest też rzadko atakowana przez szkodniki.

Kosztele, ulubione jabłka królowej Marysieńki

W starych rękopisach znalezionych na poddaszu pałacu w Wilanowie znajdujemy wzmiankę o tym, jak król Jan III nadał nazwę jednej z dorodnych jabłoni rosnących w królewskim ogrodzie. Były to słodkie jabłka zwane „wierzbówkami białymi”, sprowadzone do Wilanowa przez królewskiego ogrodnika Jakóba Wieńczarka z Czerwińska, od tamtejszych zakonników, którzy wyhodowali je z siewu około roku 1590.

Cechą charakterystyczną tej, jak też  i wielu innych starych odmian jabłoni, jest przemienność owocowania. Jeśli w jednym roku jest urodzaj owoców, w następnym roku nie ma ich wcale, bądź jest bardzo niewiele.

Król osobiście doglądał zbiorów owoców. Kiedy któregoś lata doniesiono mu, że tych szczególnych jabłek jest bardzo niewiele, podobno zawołał „kosz tylko? to tych kosztylków jest mało, a moja Marysieńka tak je lubi”. Odtąd jabłka te zwano kosztylkami, a później kosztelami.

Ta odmiana jabłoni jeszcze niedawno była bardzo popularna w sadach naszych dziadków. Dziś – niestety – można ją spotkać bardzo rzadko, a słodkie, twarde, zielonożółte kosztele są rarytasem.

Źródło: Marta Dziubiak, O dawnych uprawnych odmianach jabłoni i ich pochodzeniu. Rocznik dendrologiczny, Vol 54-2006

Nasza kosztela żyje już ok. 100 lat i stanowi jeden z reliktów podworskiego sadu, założonego w pierwszych latach XX w.
Drzewo, choć zaniedbane, jest w dobrej kondycji i co dwa lata rodzi idealne kosztele – twarde jak kamyki, o piegowatej, nieciekawej skórce i bajecznie słodkim smaku..

Uwaga na „falsyfikaty”

Z uwagi na zwiększony popyt na stare, tradycyjne odmiany jabłek, od pewnego czasu „kosztele” pojawiają się na targowiskach. Wyglądają przeróżnie, ale w żadnym wypadku nie przypominają prawdziwej koszteli. Nie trzeba ich nawet brać do ręki – wszystkie te falsyfikaty wyposażone są w ogonki, które przy zrywaniu prawdziwej koszteli pozostają na drzewie.
Sprzedawcy nagabywani o ten „drobny szczegół”, niechętnie tłumaczą, że to „mieszanka koszteli”, albo – „kosztela sadzona na innym drzewie”, albo „prawie jak kosztela”.